Kobiety za kółkiem…

Micra

Przyznam się natychmiast i bez zbędnych tortur, że pomimo tego, że jestem webmasterem najbardziej babskiego serwisu w polskim internecie, to moim prawdziwym hobby są samochody. Stąd też pomysł (podpucha?) na forach Wizaż.pl, która miała w podtekście pytanie: „Czy kobietka odróżnia rower od Porsche?”.

Śmiem twiedzić, że w wielu przypadkach to właśnie kobiety decydują o zakupie takiego a nie innego samochodu w rodzinie. Nie dlatego, że ma być ładny, ale dziwnie i zaskakująco wykazują wiele cech, których ogłuszonym rykiem silnika i innymi męskimi atrybutami facetom po prostu nie udaje się wykrzesać PRZED zakupem samochodu. Doglądają ekonomiki, sprawdzają funkcjonalność, rozmiar przestrzeni ładunkowej (test pt. „dziecięcy wózek”), bezpieczeństwa, spójności stylistyki…

Faceci naśmiewają się z horrendalnych zakupów ciuchów i kosmetyków czynionych przez kobiety. Potwierdzam. Fakt. Ale jakby podliczyć roczne wydatki panów na rury wydechowe, oleje, filtry, przeglądy, że już o szpanerskich atrybutach auta nie wspomnę, to okazałoby się, że statystyczny facet wydaje więcej na auto w przeciągu roku niż kobieta na kremy za całego swojego życia…

Kierowanie

Zanim przejdziemy do nieco bardziej naukowo udowodnionych porównań samochodów i gustów, przyznam się Wam do czegoś. Najlepszym kierowcą z jakim miałem do czynienia była kobieta. BUM! Pomimo, że sam stylizuję się na mistrza kierownicy to, co ta tak bardzo zapamiętana przeze mnie dziewoja wyprawiała z samochodem przyprawia mnie o poważny męski wstyd. Wciąż. Chorobcia, żebym ja tak umiał…

Mały czy duży czterokołowiec?

W dalszym ciągu postaram się przedstawić nieco więcej zestawień samochodów klasy „compact” i „middle class”, ale żeby wykazać Wam możliwe zróżnicowanie gustów, porównam dwa skrajne auta, bazując na danych ADAC (Allgemeine Deutsche Automobil Club), najstarszego na świecie automobiklubu a obecnie największego ciała doradczego w Niemczech. Na porównaniach ADAC bazuje 99,9% polskiej prasy samochodowej, więc wstydu sobie zaoszczędzę.

  • w ruchu miejskim różnice w przyśpieszeniach są znacznie mniejsze, ponieważ głównie przyspieszanie odbywa się w zakresie od 0 do 60 km/h, a tutaj różnica wynosi ok. 2-3 sekund, a nie 10 sekund jak wskazuje jednostronny test firmy ADAC
  • zużycie paliwa wg norm EU jest średnią zużycia paliwa na dalekosiężnych trasach i odcinkach miejskich (tzw. EU-mix), co w praktyce oznacza ok. 7 litrów w mieście dla Micry i 15 litrów dla Jaguara, różnica niebagatelna i odczuwalna w każdej kieszeni.
  • usterkowość aut produkcji japońskiej jest znacznie mniejsza od porównywalnych samochodów produkcji brytyjskiej, a jeśli wziąć pod uwagę koszt serwisu Jaguara… Doprawdy imponujący koszt w porównaniu z Micrą… Ekonomiczne porównanie pozostaje bez wątpienia rozstrzygnięte na korzyść Micry.

Ale jest pewne „ale”

Otóż Micra jest mikra. Jest to produkt tzw. drugoplanowej produkcji japońskiej (tam pierwsze skrzypce grają Toyota i Honda), w dodatku całkiem niedawno sprzedany do koncernu Renault. No i jeszcze często kwestionowany przez ADAC pod kątem jakości i solidności wykonania. Pomimo szeroko zakrojonej najnowszej akcji reklamowej Nissanowi udało się wykreować jedynie wizerunek „drugiego” auta dla żony i samotnej kobiety z dużego miasta. Pomimo, że reklama była super trafiona – czego dowodzą wyniki sprzedaży tego auta w Polsce – nie udało się przesegmentować Micry jako auta kultowego (patrz BMW/Rover Mini czy Smart).

Jaguar pokutuje poprzez mit bogatego kolesia w Polsce. Podczas gdy na zachodzie Europy kosztuje przeważnie o wiele mniej niż rywale w jego klasie, w Polsce wciąż za kiepską technikę najtańszego Jaguara każe się płacić kriociowe kwoty. Przykładowo w Niemczech Jaguar klasy X-Type kosztuje mniej od Volskwagena Passat’a w podobnej wersji wyposażenia. A to daje dużo do myślenia… Szczególnie, jak spojrzeć na polskich autoszpanerów jeżdżących przeważnie za kierownicami 10 letnich dżagów, w których usterka usterkę usterką pogania. Ale za to jaki szpan, szczególnie odnośnie tej cmury czarnego, nieprzenikliwego dymu z rury wydechowej… Fiufiu!

Babosumowanie

Po przejrzeniu domowych finansów, jakiekolwiek by nie były, proponuję z politowaniem spoglądać na kierowców „Dżagów”. Współczuć im szczególnie należy o 113.000 zł droższych samochodów, które na dodatek psują się w tempie drewnianych nożyczek i polski klimat uznają za niegodny odpalenia podczas lutowego, mroźnego poranka. Micry, jakkolwiek nie tak dynamiczne jak Jaguary (jeśli nie zepsuły się podczas startu, to są całkiem dynamiczne), spodobają się trzeźwo myślącym kobietom i amatorom 3 letniej gwarancji na części mechaniczne. Dodatkowym atutem jest nowoczesny design Micry, poparty wieloma miłymi w użytkowaniu drobiazgami (schowki!) i bezproblemowym parkowaniem samochodu na każdym parkingu.
Odradzam szczerze jeżdżenie Dżagiem, pachnie przynależnością do Samoobrony i umiłowaniem do lakierowania na biało poważnych ubytków w uzębieniu.